|

„Puk,puk!
Dzień dobry jestem z firmy kurierskiej XYZ, mam dla Pani
przesyłkę”.
Tak rozpoczęła się historia Nero, który przyjechał do swojej
zupełnie zaskoczonej właścicielki z Belgii. Niestety, pani Nero nie
była przygotowana do opieki nad psem. Ze względów osobistych
postanowiła Go oddać. Groził mu pobyt w schronisku, ale dzięki
zaangażowaniu wielu osób w akcję pomocy, trafił do domu
tymczasowego. To jednak nie rozwiązało problemów Nero. Potraktował
dom tymczasowy jako swoje terytorium i nie akceptował innych psów
tam mieszkających.
W końcu zamieszkał w hoteliku, w którym był bacznie obserwowany i
przygotowywany do adopcji. Został przebadany, odrobaczony,
zaszczepiony i poddany zabiegowi kastracji. Szczególny nacisk
połozono na socjalizację psa. Nie wiadomo, co przeszedł w swoim
życiu – ma połamane kły i blizny na pysku. Bardzo szybko nauczył
się wspólnego, bezkonfliktowego życia z innymi zwierzętami.
Ponownie w pełni zaufał człowiekowi i uwierzył, że nic złego z jego
strony mu nie grozi.
Po miesięcznym pobycie w hoteliku trafił do nowych, kochających
właścicieli, którzy oszaleli na punkcie Nero.
Oto ich słowa o Nero:
„To cudowny pies: ciepły, serdeczny pieszczoch, bardzo
pozytywny, kipiący energią, serdeczny, otwarty. On ponad wszystko
ceni sobie spacery-mógłby nie jeść tydzień, ale spacer i tulenie to
dla Niego dobra najwyższe.
Bardzo złakniony czułości i bliskości. Wszyscy-nawet mój nieufny
mąż -jesteśmy w Nim zakochani. Jak patrzę na Niego i głaszczę Go,
to nie moge sobie wyobrazić, że było inne życie bez Niego.
Mam nadzieję, że tak bedzie zawsze. Życzę każdemu takiego
labradorka - my dzięki Niemu odnaleźliśmy się na nowo. Mieliśmy
dużo szczęścia.”
Całą historię Nero znajdziecie na forum
Fundacji
TUTAJ.
|