|
PIES POD CHOINKĘ? TYLKO
PLUSZOWY!!!
Nasza Fundacja postanowiła rozpocząć
akcję uświadamiania ludziom jak złym pomysłem jest sprawienie komuś
prezentu świątecznego w postaci psa. Akcja nozi nazwę "Pies pod
choinkę? Tylko pluszowy!". Mamy zamiar dotrzeć do jak najszerszej
rzeszy odbiorców zarówno w internecie, jak i za pomocą innych
środków przekazu. Na potrzeby akcji stworzyliśmy opowiadania
"Magazyn niechcianych prezentów" którego treść znajdziecie Państwo
poniżej. Instytucje i osoby pragnące dołączyć do naszej akcji
prosimy o kontakt.

Był piękny, mroźny wieczór. Zza okien ustrojonych migającymi
lampkami dobiegały wesołe odgłosy rozmów. Gdzieniegdzie można było
usłyszeć fragmenty kolęd, przerywane radosnym piskiem dzieci
rozpakowujących swoje prezenty. Wigilia, ten szczególny dzień w
roku, kiedy wszystko jest jasne, spokojne, radosne – dzień, w
którym wszyscy powinni się cieszyć. Spacerując, jak zwykle o tej
porze pobliskimi leśnymi ścieżkami i rozmyślając nad wyjątkowością
tych świąt, nawet nie zauważyłem zniknięcia mojego psa. Zdziwiło
mnie to, bo zazwyczaj nie gubił się z zasięgu mojego wzroku.
„No tak, pewnie przypomniały mu się młodzieńcze czasy” –
uśmiechnąłem się w myślach, wołając go głośno.
- Co się tak drzesz ? – powiedział Tofik wyłaniając się zza
wielkiej sosny.
Zdębiałem. Mój pies … mówił do mnie.
|
|
- No przecież jest Wigilia, co nie? Co tak wytrzeszczasz gały –
Wyraźnie MÓWIŁ do mnie Tofik.
Nie potrafiłem wydobyć z siebie głosu. „To na pewno sen”,
pomyślałem.
- Jeśli uważasz, że to jest sen to mogę cię uszczypnąć, choć
właściwie powinienem raczej powiedzieć ugryźć hehehe – powiedział,
jakby czytając w moich myślach, Tofik. – Nie patrz tak, mamy dziś
sprawę do załatwienia.
- Ja … jaką sprawę? – udało mi się wydukać.
- Widziałem ten twój rozmarzony wyraz pyska – odpowiedział Tofik. –
Zabiorę cię w jedno miejsce, które powinieneś dziś zobaczyć.
- Co to za miejsce? – powoli zaczynałem się oswajać z tą dziwną
sytuacją.
- Miejsce, które pozwoli spojrzeć ci na te święta z trochę innej
strony – odpowiedział Tofik.
Szliśmy przez las dobrych kilkanaście minut, aż wreszcie wyszliśmy
na leśną polankę. Na środku stał duży budynek, a na jego dachu
mrugał połamany neon „M G ZYN N EC CI YCH P Z N ÓW” Zanim udało mi
się rozszyfrować, jaką krył w sobie nazwę, weszliśmy do środka.
Światło wewnątrz było bardzo słabe, udało mi się jednak dostrzec
szereg regałów, których półki uginały się pod ciężarem różnych
przedmiotów.
- Chodź ze mną ! – powiedział Tofik.
Idąc za moim gadającym psem spoglądałem na półki. Leżały na nich
nieprawdopodobne ilości rękawiczek, szalików, skarpetek, pidżam,
koszul i koszulek. Trochę dalej stał regał cały załadowany różnego
rodzaju kosmetykami, perfumami, dezodorantami itp. Po dłuższym
marszu stanęliśmy przed szklanymi drzwiami.
- Idź ! – powiedział Tofik i delikatnie popchnął mnie nosem.
Przeszedłem przez drzwi i poczułem przeraźliwe zimno. Znalazłem się
na wielkim placu otoczonym wysokim żelaznym płotem, przy którym, co
kilka metrów, przywiązane grubymi łańcuchami, siedziały
przeraźliwie smutne psy. Podszedłem szybko do pierwszego z nich.
Duży czarny pies rozpłaszczył się na ziemi, kiedy chciałem go
pogłaskać i patrzył na mnie z przerażeniem.
- Misiek – zza moich pleców usłyszałem głos Tofika – Rok temu, o
tej samej porze był rozkoszną małą kuleczką przewiązaną czerwoną
kokardką. Wydawało mu się, że jest w raju. Ciepły dom, dwójka
maluchów ciągle się z nim bawiąca, smakołyki podsuwane na każdym
kroku, uśmiechy ludzi odwiedzających właścicieli. Miał
wszystko.
- Dlaczego dziś jest więc tutaj? – zapytałem. 
- Trzy miesiące później nie był już małym Misiem. – odpowiedział
Tofik – Nikt nie pomyślał, że Misiek potrzebuje spacerów, opieki,
zainteresowania, szkolenia. Był przecież taki malutki i rozkoszny.
Miał być małym sympatycznym Misiem, a wyrosło z niego wielkie
bydlę. Dzieci były za małe, rodzice ciągle pracowali, a pies
siedział całymi dniami zamknięty w łazience. Z tęsknoty o mało co
nie pękło mu serce. Samotny i opuszczony wył całymi dniami, prosząc
choć o odrobinę zainteresowania. Nikt go już nie przytulał, nikt
nie mówił słodkich słówek. Zamiast tego doczekał się nowego miejsca
i nowych właścicieli. Budy, łańcucha i resztek ze stołu u
wiejskiego gospodarza. I traktowania kijem kiedy tylko wydał z
siebie tęskną skargę. I tak siedzi wspominając te krótkie chwile
szczęścia i czeka z gasnącą w oczach nadzieją na swoje lepsze
dni.
Oczy Miśka patrzyły błagalnie na mnie , gdy go mijałem i
podchodziłem do kolejnego psa. Myślałem, że pęknie mi serce.
Kolejny pies był średniej wielkości. Kiedy tylko do niego
podszedłem wskoczył na mnie, brudząc całe ubranie i liżąc mnie
wszędzie, gdzie tylko mógł.
- Lucky – zaanonsował Tofik – pies dogoterapeuta.
- Kto? – zapytałem zaskoczony.
- No pies dogoterapeuta – powtórzył Tofik. – Rok temu znalazł się w
domu rodziców autystycznego dziecka. Przeczytali, że taki
pies doskonale nadaje się do dogoterapii i sprawili sobie
szczeniaka, który miał być psem terapeutą. Po miesiącu byli bardzo
zaskoczeni, że pies zamiast leczyć biega, zamiast leżeć
szczeka, zamiast ostrożnie podchodzić do ich dziecka wpada na nie z
całym impetem. Jakże to tak. Oczywiście pojęcia nie mieli, że nie
każdy pies może być dogoterapeutą, że na szkolenie trzeba poświęcić
mnóstwo czasu, że jak każde zwierzę Lucky ma swoje potrzeby.
Uznali, że trafił im się jakiś wadliwy egzemplarz i tak Lucky
wylądował na łańcuchu.
Lucky wyraźnie zgasł, kiedy go zostawiliśmy. Przy następnej budzie
siedziała sunia. Kiedy tylko nas zauważyła, szybko się do niej
schowała.
- Tola, wyjdź – zawołał ją Tofik. Tola jednak nie wyszła.
- Tola jest psem wycofanym, żyjącym w swoim świecie. – wyjaśnił mi
Tofik – Była wykorzystywana w pseudohodowli do masowej produkcji
szczeniaków. Szczeniaków takich jak Misiek, jak Lucky i inne, które
tutaj widzisz. Rodziła szczeniaki co cieczkę, dostawała ochłapy do
jedzenia, a za mieszkanie miała kojec na podwórku, z błotem zamiast
posłania. Ma 4 lata, a wygląda na 10. Kiedy nie mogła już rodzić
przywiązano ją, wrzynającym się w jej szyję, łańcuchem do drzewa w
lesie. Przestała być produktywna to trzeba było się jej pozbyć. No,
ale tak to już jest, jest popyt to jest i podaż.
- Ale o czym ty mówisz? – zapytałem Tofika
- O czym? Popatrz przed siebie – gniewnym głosem odpowiedział
Tofik. – Misiek, Lucky, Perełka, Szarik, mogę tak wymieniać do
rana. Chcesz podchodzić do każdego? O każdym mam ci opowiadać?
Pomyśl trochę, te wszystkie psy łączy jedna wspólna cecha. Nie
zauważyłeś napisu nad wejściem?
Przez moją głowę przebiegało tysiące myśli. Misiek, wigilia, Prima,
dogoterapia, rękawiczki, szalik, krawat, Lucky. Czyżby to … ? Sama
myśl o tym, co zaraz usłyszę przyprawiła mnie o drżenie. 
- Widzę że zaczynasz rozumieć. – z satysfakcją w głosie odezwał się
Tofik – Tak, te wszystkie psy tutaj okazały się nietrafionymi
świątecznymi prezentami. Jesteś przecież w magazynie niechcianych
prezentów. Każdy z tych psów rok, dwa, trzy, cztery lata temu był
włochatą kulką zawiniętą we wstążkę i położoną pod choinką. Popatrz
na to i uświadom sobie ilu jest na tym świecie ludzi, którzy
traktują żywe stworzenia tak samo, jak rękawiczki czy szaliki. Dla
których wyrzucenie niechcianych skarpetek jest równie łatwe, jak
przywiązanie psa do drzewa, czy też wyrzucenie go z samochodu.
Popatrz ilu jest na świecie ludzi, którym wydaje się, że nie ma nic
weselszego niż słodki szczeniak dla dziecka. Pies nie jest dla
dzieci, pies potrzebuje swojego pana i musi nim być dorosła osoba.
Pies nie może być kaprysem, decyzja o tym, że znajdzie się w domu
musi być świadoma i podjęta przez wszystkich członków rodziny. Pies
to najgłupsza niespodzianka jaką można wymyślić. Dzieciom zaś, co
najwyżej, można kupić pluszowego pieska, który nie będzie cierpiał,
gdy się znudzi i zostanie ciśnięty w kąt. Co rok do tego magazynu
trafia mnóstwo psów, które okazały się niepotrzebne. Czy ktokolwiek
kupując psa jako prezent zastanawia się nad tym, że zwierzę też
czuje ból, smutek, cierpienie? Zwierzę nie jest rzeczą, nie
zapominajcie o tym. Pies nigdy nie powinien być prezentem. No
chyba, że jest pluszowy … uszowy … szowy … owy …
Otworzyłem oczy. W kącie pokoju jaśniała duża piękna choinka. Z
kuchni dochodziły cudowne zapachy. Obok fotela, na którym się
zdrzemnąłem leżała otwarta „Opowieść wigilijna”. Popatrzyłem na
Tofika, chrapiącego spokojnie na legowisku. „Uff, to tylko sen”
pomyślałem uradowany. Tofik w tym samym momencie podniósł głowę i
popatrzył na mnie długo i wymownie. Albo mi się wydawało, albo
mrugnął do mnie okiem…
Wstałem z fotela, włączyłem komputer i zacząłem pisać … „Był
piękny, mroźny wieczór …”
|