|
|
|
Historia Primy
'Sprzedam szczeniaki po rodowodowych rodzicach.' Takich ogÅ‚oszeÅ„ można znaleźć w sieci i w gazetach całą masÄ™. Zwykle dołączona jest fotka sÅ‚odkiego biszkoptowego brzdÄ…ca. Jednak pod pozorem niebiaÅ„skiej sielanki może czaić siÄ™ brutalna prawda... Czy ktoÅ› kupiÅ‚by szczeniaki od tej suki?Â
Bardzo chciałam mieć psa a dokładnie labradora. Znając siebie bałam się iść do schroniska, bo zapewne adoptowałabym jakąś psią biedę a mając małe dziecko zależało mi na psie nie wykazującym żadnych objaw agresji. Chciałam adoptować spokojnego psa, najchętniej labradora. Nie wierząc za bardzo w powodzenie swojej misji przeglądałam ogłoszenia w Internecie przez blisko półtora roku. Aż w końcu natrafiłam na ogłoszenie o adopcji suki labradora po przejściach, która rodziła wiele miotów. Zadzwoniłam i to była moja najdłuższa rozmowa w życiu - aż do rozładowania baterii w komórce. Kilka dni później pojechaliśmy do Wyszogrodu po psa. Po zapoznaniu, rozmowie z tymczasową opiekunką i podpisaniu papierów adopcyjnych wróciliśmy do domu - z psem. Było to 24 lipca 2006 r, Sunia została ochrzczona Prima i tak zaczęła się nasza wspólna przygoda z wybojami... Prima nie była labradorem, nie była nawet psem. Była schorowanym kłębkiem nerwów, który psiego życia nie znał zupełnie - istna psia tabula rasa . Primula w dniu adopcji miała mieć ok. 3 lat, jednak wet, który leczył ją w domu tymczasowym dał jej... 8 lat! Obecnie - 3 lata później - Prima jest szacowana na 6 - 7 lat. Stan zdrowia, lub może bardziej stan permanentnej choroby. Prima w momencie odbierania jej od pseudohodowcy przez Straż dla Zwierząt była przeraźliwie chuda, miała na sierści stada pcheł oraz była silnie zarobaczona. Kiedy trafiła do nas była już mocno podkarmiona i bez pasożytów, choć labradora mało jeszcze przypominała.
Sunia miaÅ‚a katastrofalne zapalenie uszu, które swÄ™dziaÅ‚y jÄ… tak potwornie, że wydrapaÅ‚a sobie do żywego miÄ™sa ranÄ™ wielkoÅ›ci piÄ™ciozÅ‚otówki. Pies byÅ‚ w poÅ‚owie gÅ‚uchy - nie mógÅ‚ okreÅ›lić źródÅ‚a dźwiÄ™ku i potrafiÅ‚ biec w odwrotnym kierunku od tego z którego dobiegaÅ‚ gÅ‚os. Po kilku miesiÄ…cach leczenia - kilku wymazach, które prawie nic nie wykazywaÅ‚y, nastÄ…piÅ‚ przeÅ‚om. W primowym uchu coÅ› pÄ™kÅ‚o i ropna ciecz siÄ™ wylaÅ‚a. NastÄ…piÅ‚a perforacja bÅ‚ony bÄ™benkowej - pies byÅ‚ zupeÅ‚nie gÅ‚uchy na jedno ucho. Kolejna sprawÄ… byÅ‚a skóra i sierść Primy, które to byÅ‚y w rozpaczliwym stanie. Czarna zagrzybiona skóra obleczona wyliniałą matowÄ… sierÅ›ciÄ…. Na plecach byÅ‚y miejsca prawie Å‚yse - bez podszerstka. Sunia nawet po kilkukrotnie powtórzonej kÄ…pieli Å›mierdziaÅ‚a tak okrutnie, że wysiedzenie z niÄ… w jednym pomieszczeniu byÅ‚o niemożliwoÅ›ciÄ…. Dodatkowo nasze suczysko miaÅ‚o alergiÄ™ i wygryzaÅ‚o sobie Å‚apy niemal do krwi. Primula miaÅ‚a tak fatalnÄ… kondycjÄ™, że nie byÅ‚a w stanie dogonić uciekajÄ…cego czÅ‚owieka. Na spacerach ciÄ…gle siÄ™ kÅ‚adÅ‚a i odpoczywaÅ‚a. Nie miaÅ‚a siÅ‚y iść. Psychika naszego nowego psa byÅ‚a również ruinÄ…. Prima byÅ‚a przerażona spacerami, których nie znaÅ‚a. CiÄ…gnęłam jÄ… za sobÄ… na smyczy a ona szÅ‚a z podkulonym ogonem, reagujÄ…c panicznie na szczekajÄ…ce za ogrodzeniem psy. ZaÅ‚ożenie obroży graniczyÅ‚o z cudem, bo pies momentalnie przypadaÅ‚ do ziemi dyszÄ…c z przerażenia jak parowóz. Strach to byÅ‚ jej Å›wiat... :( Zaczęło siÄ™ leczenie i socjalizacja... ByliÅ›my u weterynarza Å›rednio kilka razy w tygodniu. Każda wizyta to byÅ‚a kolejna informacja o chorobach Primy. Podejrzenie ropomacicza, alergia, atopowe zapalenie skóry, autoagresja immunologiczna organizmu, problemy z tarczycÄ…, zbyt wolno bijÄ…ce serce, nowotwór... można by wyliczać w nieskoÅ„czoność. Nie wszystkie diagnozy na szczęście okazaÅ‚y siÄ™ trafne. Po okoÅ‚o półtora roku od adopcji pies byÅ‚ już jako tako zaleczony, bo wyleczony nie bÄ™dzie nigdy. Primula byÅ‚a labradorem jedynie z nazwy. Czy ktoÅ› widziaÅ‚ laba, który nie ma pojÄ™cia do czego sÅ‚użą zabawki, który nie biegnie za rzuconÄ… piÅ‚eczkÄ… a do wiÄ™kszej wody nawet nie próbuje wejść? Taka byÅ‚a Prima, której Å›wiatem byÅ‚ Å›mierdzÄ…cy kojec i kolejne porody, by zaspokoić finansowe żądze tego, który Å›miaÅ‚ siÄ™ nazywać hodowcÄ…. MiesiÄ…ce mijaÅ‚y i nasza sunia powoli otwieraÅ‚a siÄ™ na psie przyjemnoÅ›ci. PrzestaÅ‚a już uciekać przed naszÄ… dwuletniÄ… córkÄ… od kiedy dziecko zaczęło jÄ… karmić z rÄ™ki. Po kilku miesiÄ…cach nauczyÅ‚a siÄ™ aportować i nosić w pysku wszystko co leży na ziemi - głównie nasze buty i kapcie. W rok po adopcji po raz pierwszy w życiu popÅ‚ynęła. CieszyliÅ›my siÄ™ wszyscy jak dzieci! Prima staÅ‚a siÄ™ nieodłącznym elementem naszej rodziny, trybikiem w maszynie miÅ‚oÅ›ci. Bez jej rozmerdanego ogona dzieÅ„ jest szary a sÅ‚oÅ„ce nie Å›wieci. Primula jeździ z nami na wakacje, uczestniczy (aktywnie żebrzÄ…c :D) w spotkaniach ze znajomymi przy grillu, chodzi na zakupy do pobliskiego sklepu, jeździ nad rzekÄ™ by zamoczyć swój zacny tyÅ‚eczek i popÅ‚ywać za piszczÄ…cÄ… piÅ‚kÄ…, obchodzi swoje niby 'urodziny', dostaje prezenty na Boże Narodzenie. Jest peÅ‚noprawnym czÅ‚onkiem naszej rodziny, którego kochamy nawet wówczas, gdy znajdujemy jej biszkoptowe wÅ‚oski w lodówce ;) Kochamy naszego psa... Monika Wróblewska Â
|




